Nasza, czyli Agi i Jarka, przygoda z nurkowaniem
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
RSS
poniedziałek, 05 grudnia 2011
Sezon bez konca
Dawno nic nie pisalam, ale to nie z lenistwa. No moze odrobine... A tam! Nie zamierzam sie tlumaczyc!
piątek, 14 października 2011
Po ciemnej stronie mocy
Wlasnie wczoraj dotarly do nas najcenniejsze eksponaty w naszej plastikowej kolekcji.
czwartek, 08 września 2011
Ja zwariuję z tym blogiem!
Może i jestem blondynka, ale uporządkowana!
Eccleston 3 (Stara relacja, obecna lokalizacja: wynik balaganu na blogu)
Po kilku falstartach wreszcie udalo nam sie dotrzec nad wode i przetestowac nasze gwiazdkowe (!) prezenty. Miejce zanurzenia: wiadomo, to najblizej domu ;)
poniedziałek, 05 września 2011
Nur nr 50!
Mówią, że rutyna zabija... Mi na szczęście serwuje tylko małe kuksańce, abym się z nią za bardzo nie spoufalała ;)
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Urodzinki :)
Tym razem króciutko: sweet focia (buzia w modny kaczy dzióbek, he, he) z prezentem urodzinowym na pierwszym planie :)


Aga Kwa Kwa


    
18:56, wredna_ruda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 sierpnia 2011
Dzika Dorotka
Jako, że dorobiliśmy się wreszcie własnego sprzętu, zaczęło nas ciągnąć w dzicz. Ze względów termicznych (suchary jeszcze póki co pozostają poza naszym zasięgiem) ograniczyliśmy tę dzicz do śródlądzia. Jarek namierzył walijski kamieniołom o wdzięczniejej nazwie Dorothea vel Dotty.
środa, 10 sierpnia 2011
Niewierne Judasze!
Tak, to my! Zdradzilismy nasza kaluze! Ale nie bez powodu.
środa, 13 lipca 2011
Basenu c.d.

Na polu zmagań basenowych odnotowano jednocześnie i porażkę i sukces.

Chromolić kraula! Choć nie odstawiam już wodnej wersji tańca świętego Wita, to wciąż wypluwam płuca po 20 metrach. Jednym słowem: dupa, a nie kraul!

Wiwat żabka! Usprawniłam swoją żabkę do tego stopnia, że śmigam jak... hm, no, chyba jak żaba...  Niektórzy "kraulowcy" mogą co najwyżej wir za moimi stopami podziwiać, ha!  Oczywiście tyczy się to tych najbardziej koślawych, ale i tak poczytuję sobie to za sukces. Co się będę dołować, nie?

Aga

          

11:58, wredna_ruda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 czerwca 2011
Raport z postepow
Zgodnie z obietnica oto pierwszy raport z naszych postepow: Aby zaczac kurs DM bedziemy musieli zaliczyc egzamin sprawnosciowy, zatem pilnie cwiczymy na basenie (srednio co drugi dzien). Niestety jak na razie z kiepskim rezultatem :(
czwartek, 26 maja 2011
Znowu sie szkolimy!
Ukończyliśmy kolejny kurs, to już chyba uzależnienie ;) Tym razem był to Rescue Diver (oczywiście opis naszych popisów będzie można znaleźć w czerwcowym "Nuras-Info").
wtorek, 08 marca 2011
No to siup na 50,3m!
Dawno, dawno temu... Ok, nie aż tak dawno, ale jakieś cztery miesiące temu (wedle blogowego zegara to jednak szmat czasu), wybraliśmy się zanurkować na 50m. A co! My nie damy rady? My?! A kto nam zabroni? Hulaj dusza, piekła nie ma!
poniedziałek, 22 listopada 2010
30 ucisków + dwa wdechy
Ukończyliśmy kurs pierwszej pomocy. Zapisaliśmy się, bo nadarzyła się okazja (ach te przedświąteczne promocje;) ), a przede wszystkim, bo planujemy zrobić kurs Rescue Diver w przyszłym roku.
wtorek, 26 października 2010
Zakochani w Sesimbrze
Mamy za sobą prawdziwe wakacje nurkowe. Nie będę się nadto rozpisywać, gdyż pełną relacje z wyprawy do Sesimbry można przeczytać tutaj: http://picasaweb.google.com/agajurg/Felietony#5527619945896028290
piątek, 15 października 2010
Carpenwray
Po wielu próbach zebrania się do kupy (aż cale 3 osoby tej kupy, he, he...), udało nam się, dzięki uprzejmości Jarka (naszego znajomego nurasa, nie mojego małżona) zwiedzić kolejny akwen.
środa, 13 października 2010
Jesienne porządki

Czas najwyższy na trochę porządków, bo blog pajęczynami już zarósł. Jak wygonię pająki to może ktoś tu wreszcie zajrzy.

Przede wszystkim zafundowałam sobie nowy takielunek (olinkowanie). Nie ma już odnośników nie związanych z nurkowaniem. Uzupełniłam listę o miejsca, gdzie nurkowaliśmy. Dorzuciłam też moje artykuły, aby były w jednym miejscu, a nie rozstrzelone po różnych wydaniach Nuras-info.

Wkrótce uzupełnię też stronę o wspominki z naszych ostatnich nurkowań... zanim demencja mi je zeżre!



Aga



 
22:13, wredna_ruda
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 lipca 2010
AOWD foto story
Udało mi się wydębić zgodę na wklejenie kilku fotek od jednej z naszych instruktorek. Biedaczka wcześniej trochę przeholowała i w efekcie ortopeda był zmuszony obuć jej urocza stópkę w gipsowy kozaczek. A gips wody nie lubi... Z moczenia zadka w naszym niewątpliwie przeuroczym towarzystwie zatem nici. Gill jednak bezużyteczną być nie lubi i zamiast plątać się nam pod płetwami i narzekać, wzięła się w garść i ku naszej radości (aczkolwiek lekko skrywanej) przejęła obowiązki klubowego fotografa.
wtorek, 20 lipca 2010
Zaa(d)vansowani
.............
niedziela, 06 czerwca 2010
Gdzie nas to nie było... ;)
Ano dzisiaj zagadka. Gdzie to nas ostatnio wywiało?
piątek, 28 maja 2010
Sezon 2010 nareszcie otwarty
.............

<meta content="OpenOffice.org 3.2 (Win32)" name="GENERATOR" /><style type="text/css"> <!-- @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } EM { font-style: italic } --> </style> <p lang="pl-PL"><a name="search"></a><font size="1"><b>Data: </b>22maja 2010<br /><b>Miejsce:</b> Delph Dive Centre, Eccleston, UK <br /><b>Głębokość: </b>do 15m<br /><b>Temp. wody: </b>13<sup>o</sup>C <br /><b>Stwory żywe: </b>partnur (Jarek), jakieś obce nurki i kursanty, okoń, karpie koi, bezczelne pstrągi, tycie omułki.<br /><b>Stwory nieżywe: </b>bolid, jacht motorowy.</font></p> <p lang="pl-PL">Po kilku falstartach wreszcie udało nam się dotrzeć nad wodę i przetestować nasze gwiazdkowe (!) prezenty. </p> <p lang="pl-PL">Miejsce zanurzenia: wiadomo, to najbliżej domu ;)</p> <p lang="pl-PL">Jako nie zmotoryzowani wybraliśmy tym razem opcję najwygodniejszą (przynajmniej takie mieliśmy założenia) i wybraliśmy się, niczem burżuje przebrzydłe, taksówką! A co! podwyżkę w pracy obiecali, nie? Całe 2,5%! Można szaleć!</p> <p lang="pl-PL">Pan kierowca trochę pokluczył, popytał, podzwonił, ale na miejsce w końcu dowiózł. Wąż w kieszeni Jarka tylko stęknął cichutko... </p> <p lang="pl-PL">Poszliśmy się przywitać z właścicielem (tym od oka i łyżeczki ;)  ). A tu niespodzianka! Nie ten sam człowiek! Zagaduje, żartuje i się nawet uśmiecha! Nie, nie był to tik nerwowy, a prawdziwy szczery uśmiech! Może się chłop sklonował... Albo para się czarną magią i się ucieszył widząc w nas ofiary, na które można by przerzucić swoją dzienną dawkę pecha. I pewnie to jest wytłumaczenie dlaczego humor mu się nie popsuł nawet jak mu co chwila zawracaliśmy głowę swoimi problemami. A tych ostatnich jakoś dziwnie dużo się nazbierało. Hmmm... A to Jarek dostrzegł bąbelki ulatniające się z węża w okolicy zaworu mojej butli, a to ja urwałam pasek od płetwy, aż na końcu taksówka się na nas wypieła i zostaliśmy bez transportu powrotnego. </p> <p><span lang="pl-PL">A co nasz ulubieniec na to? Nic! Facet musiał nas naprawdę polubić: aparat oddechowy wymienił na inny, pasek dał nowy (za darmo), a po zakończeniu nurka poprosił swojego pracownika o odwiezienie nas na najbliższy dworzec. </span>I przy każdej czynności boki z nas zrywał...</p> <p lang="pl-PL">Ale może już starczy o nim. W końcu nie dla niego tam pojechaliśmy.</p> <p lang="pl-PL">Kontynuując jednak temat pecha: Jarek wciąż ma problemy z wyrównywaniem ciśnienia w uszach :(  Kilkakrotnie się zanurzał i po chwili zbolały wracał na powierzchnię. Gdy już myślałam, że tym razem będziemy musieli wracać na brzeg, nagle pokazał okejkę. Ucho strzeliło i przestało boleć. Hura! No to na koń i jazda w toń!  </p> <p lang="pl-PL">Ruszamy zatem na zwiedzanie części głębokiej kamieniołomu. Oczywiście, tradycyjnie, bez szczegółowego planu, ale generalnie do samolotu się jeszcze nie pchamy. Zanurzamy się przy jakiejś bojce ("jakiejś", bo nie mogliśmy sobie przypomnieć co oznaczała na mapie) i ruszamy przed siebie, kontrolując głębokość. Pierwsza atrakcja: podwodny bolid. Jakieś dziwne cuś, jakby przerośnięty gokart obciągnięty czerwoną karoserią. Sądząc po solidnych oponach i okablowaniu, kiedyś to to nawet jeździło, a zatem nie atrapa. Obejrzeliśmy, pomacaliśmy, trochę zamuliliśmy...</p> <p lang="pl-PL">Od pojazdu odchodzi poręczówka. Ciekawe dokąd prowadzi? Sprawdzimy? No ba! Dno trochę opada w dó<span style="background: none repeat scroll 0% 0% transparent;">ł, </span>więc zerkam na głębokościomierz. 12m, 13m... Nagle majaczy jakiś duży kształt. O matko! To chyba nie samolot?! Zerkam: 14m, za płytko na jeszcze na latadło. Troszkę się zbliżamy i ukazuje nam się wielgachny jacht motorowy. Wow... Spora łajba, tekowe pokłady... Musiała być ładna. Zaglądamy do środka, ale ciemno, że oko wykol (naszą latareczkę to o kant d..y można potłuc), więc sobie darujemy.  </p> <p><span lang="pl-PL">Spoglądamy na wskaźniki: 15m. Pierwszy raz jesteśmy samodzielnie na takiej głębokości! No, duma rozpiera, że aż z jacketu trzeba trochę spuścić, aby na powierzchnię nie wystrzelić... chłe, chłe... Wpływamy na dach i smarujemy paluchami w mule nasze imiona. Starożytni mogli bazgrolić ("</span><em><span lang="pl-PL">Eryk był tu</span></em><span lang="pl-PL">") to i my możemy! Wandalizm? Eee-tam... za dwa dni śladu nie będzie, a my na wspomnienie "barbarzyństwa" będziemy się uśmiechać jeszcze długie lata.</span></p> <p><span lang="pl-PL">Od łódki prowadzi kolejna poręczówka, ale dość ostro w dół, więc robimy odwrót i płyniemy w stronę pionowej ściany. Patrząc w górę widzimy krawędź, nad którą przepływaliśmy, gdy byliśmy tu po raz pierwszy. Z dołu nie robi już takiego wrażenia. Zaczynam się "wspinać", gdy Jarek nagle mnie powstrzymuje i coś pokazuje. Spryciarz, nauczony przez Rona w Hiszpanii, zaglądał w szczelinki i zauważył maleńkie muszle, jakiś rodzaj omułków. </span>Fajniutkie, kolorowe zeberki takie...</p> <p>Jak się już naoglądaliśmy "super wypasionej rafy" na ściance, wpływamy do części płytkiej, trochę się pokręcić na starych śmieciach. Niestety zanim dostrzegamy jakieś znajome graty Jarek sygnalizuje, <span lang="pl-PL">ż</span>e powoli trzeba kończyć, bo przez te cyrki z uchem wychłeptał już prawie cały zapas "podtrzymywacza życia". Ja mam jeszcze pó<span lang="pl-PL">ł</span> flachy... ale jak mus, to mus. Zresztą i tak ju<span lang="pl-PL">ż </span>przemarzły mi łapki i st<span lang="pl-PL">ó</span>pki :(</p> <p>Po wyjściu z wody, studiujemy mapę, aby sprawdzić trasę naszej wycieczki i ze zdziwieniem odkrywamy, <span lang="pl-PL">ż</span>e ten upragniony samolot jest ledwie na 16m, a wi<span lang="pl-PL">ę</span>c w zasięgu naszych możliwości! Nie mam bladego pojęcia dlaczego sobie ubzdurałam, <span lang="pl-PL">ż</span>e jest na 20?</p> <p>A wiec mamy już "pomys<span lang="pl-PL">ł</span>a" na następne odwiedziny w „naszej” ka<span lang="pl-PL">ł</span>u<span lang="pl-PL">ż</span>y ;)</p> <p>Z ciekawostek zaobserwowanych tego dnia dodam jeszcze, <span lang="pl-PL">ż</span>e komicznie wyglądają dzikie kaczki pływające leniwie nad głowami kursantów klęczących w półkolu na głębokości 2m :D</p> <p><em>Aga</em></p> <p><br /><br /> </p> <p><br /><em></em></p><p><br /><em></em></p><p><br /><em></em></p><p><em>  <br /></em></p><p><em></em></p><p><em></em></p><p><em></em></p><p><em></em></p></body> </html>
14:56, wredna_ruda
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 maja 2010
Ciągłość przywrócona

Blog wreszcie pozbył się ziejącej dziury w postaci brakującego wpisu o pierwszym nurkowaniu w Eccleston.

Jarek nie doczekał się odwiedzin Weny, więc postanowiłam go wyręczyć. Kapryśne to jego stworzonko... Ja tam swoją Wenę trzymam krótko. Przychodzi na zawołanie. Czasem tylko muszę zanęcić jakimś smakołykiem, ale za to je z reki ;)

Aga




15:08, wredna_ruda
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 marca 2010
Chwalipięta w kącie stała...
..................<meta content="OpenOffice.org 3.2 (Win32)" name="GENERATOR" /><style type="text/css"> <!-- @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } EM { font-style: italic } A:link { color: #000080; so-language: zxx; text-decoration: underline } --> </style> <p>Nic nie poradzę, mam tak od dziecka. Jak mi coś się udaje fajnego zrobić, to narzucam się potem wszystkim..., tzn., eee... dziele się ze wszystkimi moja radością ;)</p> <p>Tym razem jest to pisanie felietonów do magazynu nurkowego. Pewien miły człowiek zawitał na <em><font face="Arial"><font size="2"><span style="font-style: normal;">ł</span></font></font></em>amy naszego bloga i po zapoznaniu się z mymi bazgrołami poprosił o współprac<em><font face="Arial"><font size="2"><span style="font-style: normal;">ę </span></font></font></em>. Użył nawet słowa "fajne"! <em><font face="Arial"><font size="2"><span style="font-style: normal;">Ż</span></font></font></em>em <em><font face="Arial"><font size="2"><span style="font-style: normal;">ł</span></font></font></em>asa na komplementy każdego kalibru, nie musia<em><font face="Arial"><font size="2"><span style="font-style: normal;">ł </span></font></font></em>mnie długo przekonywać. </p> <p>Tak oto zostałam pismakiem, hi, hi. Moj pierwszy tekst można znaleźć na stronie magazynu Nuras <a href="http://nuras.info/">http://nuras.info/</a>. Zwie się "Każdy jakoś zaczyna...". </p> <p><br /><br /> </p> <p>Milej lektury!</p> <p style="margin-bottom: 0cm;"><br /> </p> <p /><p /><p><em>Aga Zadarty Nosek</em></p><p><em></em></p><p><em></em></p><p><em></em></p><p><em>    <br /></em></p><p><br /><em></em></p><p><br /><em></em></p><p><em><br /></em></p><p><em></em></p><p><em></em></p><p><em></em></p><p><em>   </em></p></body> </html>
10:45, wredna_ruda
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 lutego 2010
Nareszcie w morskich odmętach
“Jesień, jesień, liście lecą z drzew…”, a tu, cholerka, pomoczyłoby się jeszcze. Pogoda jednak nieubłagana jest, słupek rtęci poleciał gdzieś na dno rynsztoku i ani myśli się podnieść. Menel jeden! Ale zaraz, zaraz... jest jeszcze trochę zaległego urlopu do wykorzystania. Gdzieś słońce musi jeszcze świecić. Odpalam googlarkę, zarzucam „last minute” i... (werble rąbią: drrrrrrrrrrrrrr...) ta da! España!
wtorek, 23 lutego 2010
Eccleston 2
Po miesiącu znów nas ciągnęło nad (a raczej pod) wodę. Miejsca nie zmieniliśmy, towarzystwa też... przynajmniej z grubsza. Udało nam się ponownie namówić Jacka, który jednak wymienił żonę na młodszy model. Bez kosmatych myśli proszę! Zabrał córkę jako partnura!
Kamieniolom Eccleston
Urlop w Polsce dobiegł końca. Nadszedł czas powrotu na zimną wyspę. No, ale przecież nie zamierzaliśmy czekać do następnego sezonu, żeby wejść z powrotem do wody. Złapaliśmy już nurkowego bakcyla i nie pozostawało nic innego jak znaleźć lokalną kałużę zdatną do moczenia szanownych ośmiu liter (no... dwa razy po cztery).
 
1 , 2