Nasza, czyli Agi i Jarka, przygoda z nurkowaniem
Blog > Komentarze do wpisu

Odkrywcy

Nasza Glacierka wkrótce przenosi się na nowe miejsce. Ale jakie miejsce! Będziemy mieć nową siedzibę z większym basenem oraz dostęp do kilku doków (na wyłączność), w których będzie można szkolić w ramach wód otwartych. Żadnego więcej tarmoszenia studentów na odległe nurkowiska. Otwierasz drzwi od klasy, robisz wielki wykrok na progu i... plusk! Słodko.

Ale hola, hola, panowie (i panie) instruktory! Zanim wpuścimy tam kursantów trzeba teren przygotować, a przede wszystkim zabezpieczyć. Doki przez lata... co ja mowie? lata? dekady całe!  ...przez prawie dwa wieki służyły statkom do postoju i przeładunku najróżniejszych towarów (i na pewno nie jedno tam wpadło), a przez ostatnie lata okolicznej ludności jako czarna dziura na śmiecia wszelakie (szczeglnie te wielkogabarytowe).
Chłopaki zaczęli od najdalszego końca, gdzie w przyszłości będą platformy treningowe. Wyciągnęli jedno kompletne Audi (ku rozczarowaniu co poniektorych bez trupa w bagażniku) i silnik od Jaguara. Reszta "skarbów" na razie pozotaje tajemnicą skrywaną przez prawie dwumetrowej grubości warstwę szlamu. To ostatnie paskudztwo wszystkim spędza sen z oczu .
Nam w udziale przypadła penetracja części najbliższej bramie wjazdowej.
A skoro najbliżej wejscia to znaczy, że czarna dziura miała tu najmocniejszą siłę przyciągania i liczyliśmy na ciekawe fanty. Szczególnie chłopaki po rozczarowaniu zawartościa pierwszego auta liczyli na dreszczyk emocji.

Fot. Paul A.

Pierwsze co zauważylismy to... niespodzianka! ... kolejne auto (nikt się nie odważył zajrzeć do bagażnika), a potem jeszcze jedno auto (a właściwie tylko jego przednia połowa, więc bez schowka na dodatkowego pasażera), aż wreszcie... nie, nie trup... łódeczka! Mała, drewniana i kompletna. Wygladała jak typowy "bączek", z tą tylko różnica, że miała skrzynkę mieczową pośrodku. Być może ją kiedyś wydobędziemy na powierzchnię, aby powiększyc naszą klubowa armadę. Pod koniec znależliśmy jeszcze jedno pływadełko, tym razem metalowe, ale niestety w opłakanym stanie. Poza tym jakieś taczki, wiadra, puszki, mnóstwo gałęzi oraz lin, kabli, a nawet łańcuchów. Trzeba było uważać, aby się w coś nie zaplatać i osatecznie nie dać satysfakcji kolegom o makabrycznych upodobaniach. Szczególnego skupienia wymagały miejsca o słabszej widoczności, które co chwilę napotykalismy w postaci białej zawiesiny przypominającej mgłę. Największe wrażenie jednak na wszystkich zrobił duży czarny worek wibity do połowy w muł. Zapewne są tam zwykłe śmieci, ale wszyscy i tak wiemy na co liczą nasze głębinowe hieny. Ciekawe, że ponownie nikt nie miał dość odwagi, aby ów worek bliżej zbadać.
Podsumowując: było to naprawdę ekscytujące doświadczenie móc zanurkować w miejscu, gdzie nikogo wcześniej nie było. I może nie odkryliśmy skarbu, ale  dobrze się bawiliśmy i na szczęscie obyło się bez umarlaka.


Aga Explorerka



 

wtorek, 08 stycznia 2013, wredna_ruda

Polecane wpisy

  • Boczniaki

    Czas na maly "update". Duzo sie u nas nie zmienilo: wciaz mamy "normalna" prace na pelny etat i tylko w czasie wolnym jestesmy instruktorami-woluntariuszami w t

  • Jestesmy rozchwytywani!

    Jeszcze niedawno nuralismy tylko we dwojke w pobliskiej kaluzy, a teraz dostajemy propzycje z tylu miejsc, ze musimy wybierac co robimy danego tygodnia. Wszyscy

  • Moj pierwszy rekin!

    Kto by pomyslal! Mojego pierwszego "szarka" spotkalam tuz pod wlasnym domem w liverpoolskich dokach. A ja glupia jezdzilam po jakis Hiszpaniach, Portu

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: