Nasza, czyli Agi i Jarka, przygoda z nurkowaniem
Blog > Komentarze do wpisu

Sezon bez konca

Dawno nic nie pisalam, ale to nie z lenistwa. No moze odrobine... A tam! Nie zamierzam sie tlumaczyc!

Ogolnie sporo sie dzieje, duzo nuramy, zarowno na wodach otwartych jak i na basenach. Udzielamy sie takze jako DM'y w nowym klubie.

W dodatku im wiecej nuramy tym mniej zabawnych sytuacji nam sie przytrafia, ktore warto by opisac.

Zima do nas juz zawitala, ale my uparcie sie jej nie dajemy.

Jeszcze w listopadzie nuralismy w piankach, czym sobie zdobylismy odrobine uznania ze strony Anglikow z naszego nowego klubu. No, ale przeciez to nic nadzwyczajnego, bo wszyscy wiedza, ze w Polsce to biale niedzwiedzie po ulica chadzaja.

Teraz juz mamy suchary, ale jeszcze nie do konca oplywane.

Jak na razie same problemy z nimi. Polujac na wyprzedaze udalo nam sie zaoszczedzic calkiem ladna sumke, ale w efekcie mamy grube ocieplacze w rozmiarach L i XL (wygladamy jak michelinki lub jak kto woli Pi i Sigma), na ktore wciagamy sztywna kordure w rozmiarze... S! Nasza mobilnosc w tym momencie drastycznie spada, ale jest calkiem cieplutko. Gorzej tylko z zanurzeniem i nie mam tu na mysli temperatury wody. Odziani w puchate kolderki z normalna iloscia balastu woda siegala nam ledwo do brody (oczywiscie przy pusciutkim skafandrze i na calkowitym wydechu). Dwa razy wycieczkowalismy do sklepu po zakup olowiu. Wyszlo tego po kilkanascie kilogramow na sztuke. Razem z reszta sprzetu to prawie 40kg na plerach! Nic dziwnego, ze moje kolano zaprotestowalo...

Pod woda na szczescie bylo troche lepiej. Choc cwiczac na plyciznie kilkakrotnie mnie ostro podciagnelo do gory, gdy automatyczny zawor nie nadazal. Raz nawet probowalo mnie za nogi wywlec, ale sie nie dalam ;)

Na plusy moge zaliczyc dwie rzeczy: komfort cieplny (co sie wydaje dosc oczywiste) oraz trym (jakos tak latwiej sie ustawic i do tego to przyjemne uczycie zawieszenia, a nie podwieszenia, jak w piance, jesli ktokolwiek rozumie o co mi chodzi).

Na sam koniec, gdy juz zaczelam sie cieszyc i lapac jak dziala moj zawor (idealne wyjscie przy opustowce) musialam jak zwykle spasc na twarda ziemie. I to doslownie! Brodzac po kolana po sliskich kamieniach, probujac ominac innego brodzacego, mimo pelnego skupienia potknelam sie i wyladowalam na plecach z konczynami nad woda, nieporadnie jak zuczek (pamietajmy: 40kg!). Na szczescie kilku dzentelmenow natychmiast mi ruszylo na pomoc, ale i tak aby sie wydostac z wody musialam wypelznac na czworaka, po czym zrzucic balast, zeby wstac na rowne nogi. Brawa dla tej pani! Nie dala sie utopic wlasnemu sprzetowi! Skonczylo sie tylko na kolekcji teczowych siniakow na nogach (kazdy rozmiar, kazdy kolor).

Posumowujac: ciezko, niewygodnie i mokro (niestety moj "suchy" cieknie, chyba kryze szyjna mam za luzna), ale za to w miare cieplo.


Aga Suchotnica



   

poniedziałek, 05 grudnia 2011, wredna_ruda

Polecane wpisy

  • Boczniaki

    Czas na maly "update". Duzo sie u nas nie zmienilo: wciaz mamy "normalna" prace na pelny etat i tylko w czasie wolnym jestesmy instruktorami-woluntariuszami w t

  • The Rez

    Jak sklasyfikować nurkowanie w podziemnym rezerwuarze wodypitnej (oczywiscie juz nie uzywanym zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem)? Hmm... Jaskiniowe to tonie j

  • Odkrywcy

    Nasza Glacierka wkrótce przenosi się na nowe miejsce. Ale jakie miejsce! Będziemy mieć nową siedzibę z większym basenem oraz dostęp do kilku doków (na wyłącznoś

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
masztalerzeu
2011/12/11 15:45:26
Zima może słaba, ale suchacz zawsze mile widziany. Zapraszam do mnie na parę zdjęć z cieplejszych wód