Nasza, czyli Agi i Jarka, przygoda z nurkowaniem
Blog > Komentarze do wpisu

Eccleston 3 (Stara relacja, obecna lokalizacja: wynik balaganu na blogu)

Po kilku falstartach wreszcie udalo nam sie dotrzec nad wode i przetestowac nasze gwiazdkowe (!) prezenty.

Miejce zanurzenia: wiadomo, to najblizej domu ;)

Jako nie zmotoryzowani wybralismy tym razem opcje najwygodniejsza (przynajmniej takie mielismy zalozenia) i wybralismy sie, niczem burzuje przebrzydle, taksowka! A co! podwyzke w pracy obiecali, nie? Cale 2,5%! Mozna szalec!

Pan kierowca troche pokluczyl, popytal, podzwonil, ale na miejsce w koncu dowiozl. Waz w kieszeni Jarka tylko steknal cichutko...

Poszlismy sie przywitac z wlascicielem (tym od oka i lyzeczki ;)  ). A tu niespodzianka! Nie ten sam czlowiek! Zagaduje, zartuje i sie nawet usmiecha! Nie, nie byl to tik nerwowy, a prawdziwy szczery usmiech! Moze sie chlop sklonowal... Albo para sie czarna magia i sie ucieszyl widzac w nas ofiary, na ktore mozna by przezucic swoja dzienna dawke pecha. I pewnie to jest wytlumaczenie dlaczego humor mu sie nie popsul nawet jak mu co chwila zawracalismy glowe swoimi problemami. A tych ostatnich jakos dziwnie duzo sie nazbieralo. Hmmm... A to Jarek dostrzegl babelki ulatniajace sie z okolic mojego zaworu przy butli, a to ja urwalam pasek od pletwy, az na koncu taksowka sie na nas wypiela i zostalismy bez transportu powrotnego.

A co nasz ulubieniec na to? Nic! Facet musial nas naprawde polubic: automat oddechowy wymienil na inny, pasek dal nowy (za darmo), a po zakonczeniu nurka poprosil swojego pracownika o odwiezienie nas na najbliszy dworzec. I przy kazdej czynnosci boki z nas zrywal...

Ale moze juz starczy o nim. W koncu nie dla niego tam pojechalismy.

Kontynuujac jednak temat pecha: Jarek wciaz ma problemy z wyrownywaniem cisnienia w uszach :(  Kilkakrotnie sie zanurzal i po chwili zbolaly wracal na powierzchnie. Gdy juz myslalm, ze tym razem bedziemy musieli wracac na brzeg, nagle pokazal okejke. Ucho strzelilo i przestalo bolec. Hura! No to na kon i jazda w ton!  

Ruszamy na zwiedzanie czesci glebokiej kamieniolomu. Oczywiscie, tradycyjnie, bez szczegolowego planu, ale generalnie do samolotu sie jeszcze nie pchamy. Zanurzamy sie przy jakiejs bojce ("jakiejs", bo nie moglismy sobie przypomniec co oznaczala na mapie) i ruszamy przed siebie, konrolujac glebokosc. Pierwsza atrakcja: podwodny bolid. Jakies dziwne cus, jakby przerosniety gokart obciagniety czerwona karoseria. Sadzac po solidnych oponach i okablowaniu, kiedys to to nawet jezdzilo, a zatem nie atrapa. Obejrzelismy, pomacalismy, troche zamulilismy...

Od pojazdu odchodzi poreczowka. Ciekawe dokad prowadzi? Sprawdzimy? No ba! Dno troche opada w dol, wiec zerkam na glebokosciomierz. 12m, 13m... Nagle majaczy jakis duzy ksztalt. O matko! To chyba nie samolot?! Zerkam: 14m, za plytko na jeszcze na latadlo. Troszke sie zblizamy i ukazuje nam sie wielgachny jacht motorowy. Wow... Spora lajba, tekowe poklady... Musial byc ladny. Zagladamy do srodka, ale ciemno, ze oko wykol (nasza latareczke to o kant d..y mozna potluc), wiec sobie darujemy. 

Spogladamy na wskazniki: 15m. Pierwszy raz jestesmy samodzielnie na takiej glebokosci! No, duma rozpiera, ze az z jacketu trzeba troche upuscic, aby na powierzchnie nie wystrzelic... chle, chle... Wplywamy na dach i smarujemy paluchami w mule nasze imiona. Starozytni mogli bazgrolic ("Eryk tu byl") to i my mozemy! Wandalizm? Eee-tam... za dwa dni sladu nie bedzie, a my na wspomnienie "barbarzynstwa" bedziemy sie usmiechac jeszcze dlugie lata.

Od lodki prowadzi kolejna poreczowka, ale dosc ostro w dol, wiec robimy odwrot i plyniemy w strone pionowej sciany. Patrzac w gore widzimy krawedz, nad ktora przeplywalismy, gdy bylismy tu po raz pierwszy. Z dolu nie robi juz takiego wrazenia. Zaczynam sie "wspinac", gdy Jarek nagle mnie powstrzymuje i cos pokazuje. Spryciarz, nauczony przez Rona w Hiszpanii, zagladal w szczelinki i zauwazyl malenkie muszle, jakis rodzaj omolkow. Fajniutkie, kolorowe zeberki takie...

 

Aga



   

czwartek, 08 września 2011, wredna_ruda

Polecane wpisy

  • Boczniaki

    Czas na maly "update". Duzo sie u nas nie zmienilo: wciaz mamy "normalna" prace na pelny etat i tylko w czasie wolnym jestesmy instruktorami-woluntariuszami w t

  • The Rez

    Jak sklasyfikować nurkowanie w podziemnym rezerwuarze wodypitnej (oczywiscie juz nie uzywanym zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem)? Hmm... Jaskiniowe to tonie j

  • Odkrywcy

    Nasza Glacierka wkrótce przenosi się na nowe miejsce. Ale jakie miejsce! Będziemy mieć nową siedzibę z większym basenem oraz dostęp do kilku doków (na wyłącznoś

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: