Nasza, czyli Agi i Jarka, przygoda z nurkowaniem
Blog > Komentarze do wpisu

Dzika Dorotka

Jako, że dorobiliśmy się wreszcie własnego sprzętu, zaczęło nas ciągnąć w dzicz. Ze względów termicznych (suchary jeszcze póki co pozostają poza naszym zasięgiem) ograniczyliśmy tę dzicz do śródlądzia. Jarek namierzył walijski kamieniołom o wdzięcznej nazwie Dorothea vel Dotty.  

Niestety tutejsza Dorotka ma charakterek podobny do polskiej Hani (dla niewtajemniczonych: Hańczy). Jarek określił ja jako femme fatale, bo kusi i zabija. Głębokość przekracza tu 100m i pewnie jest to główną przyczyną jej smutnych statystyk. Dotty mimo tego jest kochana przez tutejsze moczypupy do tego stopnia, że żadne zakazy nie są w stanie ich powstrzymać. Gdy któregoś roku doszło do kilku śmiertelnych wypadków w niewielkich odstępach czasu, właściciel terenu postanowił zagrodzić dojazd betonowymi zaporami. Niedługo  trzeba było czekać, aby zapory zostały zepchnięte z drogi. Mało tego: użyto ich do budowy rampy prowadzącej do wody!

Mimo ostrzeżeń w internecie o nielegalności nurkowania w tym miejscu postanowiliśmy sprawdzić to osobiście. No, przecież jako Polacy anarchię wyssaliśmy z mlekiem matki, nie?

Na miejscu okazało się, że obecnie teren ani nie jest ogrodzony, ani nie ma żadnych informacji o zakazie czegokolwiek. W kilku miejscach ostały się ino ślady po urwanych tabliczkach nieznanej treści.

Mimo wielu zapewnień o popularności tego nurkowiska, ku naszemu zaskoczeniu, byliśmy zaledwie druga ekipa nurkującą tej pięknej słonecznej niedzieli.  Reszta najwyraźniej siedziała na wrakach lub w Egipcie.


Nurasy, które spotkaliśmy na parkingu już się pakowały, gdy dotarliśmy na miejsce i po chwili nawet smrodku neoprenu po nich nie było. Zatem ostaliśmy się samiutcy samiuteńcy pośród skał i dzikich chaszczy (nie licząc amatorów crossu, ale to przeciecz "nieryby").

Dziwne uczucie wchodzić do wody i wiedzieć, że nikogo tam prócz nas nie ma. Nawet ryb! Tyci narybek się nie liczy... Jeśli dodać do tego słabą widoczność (zielona zawiesina, a momentami robiło się tez ciemno, gdy słońce chowało się za chmury lub za klify), zimno (termoklina zaczynała się już na zaledwie kilku metrach, potem kąsała coraz mocniej), duże głębokości pod nami (trudno znaleźć coś płycej niż na 20m) oraz zakodowaną gdzieś w tyle czaszki złą sławę tego miejsca to efekt był lekko horrorystyczny.

Plan mieliśmy zejść na 20m, by pooglądać zatopione drzewa schowane za kamiennym cyplem, ewentualnie, przy dobrej widoczności, obejrzeć wejście do tunelu na 22m. W zaistniałych okolicznościach nie starczyło nam odwagi do zejścia poniżej 13m. Dopłynęliśmy niemal po omacku do skalnego cypla, popływaliśmy trochę wzdłuż ścianki i zawróciliśmy. Na pocieszenie pooglądaliśmy sobie wraki samochodów "zdeponowane" tuż przy brzegu przez lokalną młodzież. Po wyjściu Jarek to nowe doświadczenie podsumował krotko: "Pełne gacie!".

Najwyraźniej za "cienkie Bolki" z nas jeszcze. Jeśli kiedyś tu wrócimy to raczej aby sobie wpław popływać, bo miejsce jest przepiękne, ale niestety pod woda dla nas jeszcze trochę zbyt dzikie.



Tchórzem podszyta Aga




  

  

czwartek, 25 sierpnia 2011, wredna_ruda

Polecane wpisy

  • Boczniaki

    Czas na maly "update". Duzo sie u nas nie zmienilo: wciaz mamy "normalna" prace na pelny etat i tylko w czasie wolnym jestesmy instruktorami-woluntariuszami w t

  • The Rez

    Jak sklasyfikować nurkowanie w podziemnym rezerwuarze wodypitnej (oczywiscie juz nie uzywanym zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem)? Hmm... Jaskiniowe to tonie j

  • Odkrywcy

    Nasza Glacierka wkrótce przenosi się na nowe miejsce. Ale jakie miejsce! Będziemy mieć nową siedzibę z większym basenem oraz dostęp do kilku doków (na wyłącznoś

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: